Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje filmów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje filmów. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 stycznia 2014

Recenzja: ABCs of Death

   Co ja właśnie obejrzałem?! Czyli jak to jest, kiedy autor Przystani Snów zabiera się za tak zwane mindfucki. Jedną z bardziej pamiętnych dla mnie recenzji, które wyszły spod moich rąk, była opublikowana w ramach cyklu cineMMa na portalu mmbydgoszcz.pl opinia na temat filmu Ludzka stonoga. W komentarzach najpopularniejszym słowem było słowo obrzydliwe, a ja byłem zadowolony, że pisałem o filmie wówczas mało znanym. Wcześniej był jeszcze HorrorFestival.pl organizowany przez Multikino, w którego repertuarze znalazła się noc filmów krótkometrażowych, a wśród nich np. Moja miłość pływa w kanałach. Jednak żadne z powyższych nie dorównuje różnorodnością Abecadłu Śmierci.
   Na takie perełki najczęściej trafia się przypadkiem i myślę, że tak też było i tym razem, ponieważ zupełnie nie pamiętam skąd wzięła się chęć obejrzenia akurat tego tytułu. Szybki rekonesans na temat filmu na filmweb.pl i okazuje się, że ABCs of Death to nie jedna fabuła, a dwadzieścia sześć nowel wyreżyserowanych przez dwudziestu sześciu reżyserów z całego świata. Krótkie filmy łączy ze sobą temat śmierci, który przedstawiony został obraźliwie i obrzydliwie, łamiąc wszystkie przyjęte zasady dobrego smaku - a więc będzie ciekawie. Dodatkową inspiracją dla każdego reżysera miała być litera alfabetu, która została przypisana do jego filmu, a do której miał się odnosić jego tytuł i treść.

czwartek, 2 maja 2013

Recenzja: Lake Mungo

   W zeszłym tygodniu mogłeś, drogi czytelniku, przeczytać na Przystani Snów recenzję filmu [REC]3. Dzisiaj zapraszam Cię do poświęcenia kilku chwil dla mojej opinii na temat filmu Lake Mungo – australijskiego niskobudżetowca, napisanego i wyreżyserowanego przez Joela Andersona, tytułu, który na łamach Internetu zbiera całkowicie skrajne oceny. Według mojej oceny, Lake Mungo jest horrorem wyśmienitym, gdyż obraz powstały w 2008 roku, swoim klimatem sięga głęboko do korzeni filmów paradokumentalnych i sprowadza na widza autentyczny strach. 
   Swoją przygodę z Lake Mungo rozpocząłem ładnych parę lat temu, kiedy w sieci zobaczyłem jego przykuwający uwagę zwiastun. Niestety film nie był dystrybuowany w Polsce i nie jest do tej pory, ogólnie będąc jednym z bardziej trudnych do zdobycia filmów po światowej premierze. Szczęściu trzeba pomagać i tak właśnie w godzinach późnowieczornych miałem przyjemność znowu poczuć strach. Swoim gatunkiem Lake Mungo wpisuje się między takie filmy jak Blair Witch Project, czy niedawne Paranormal Activity, dość boleśnie bijąc ten drugi na głowę. Obraz Andersona zrealizowany jest w formie filmu dokumentalnego na temat śmieci szesnastoletniej Alice Palmer.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Recenzja: [REC]3 Genesis, czyli żenada do potęgi trzeciej

   Wydawało mi się, że w dziedzinie filmu, dno już widziałem. Wydawało mi się, że widziałem dno i kilometr mułu pod dnem. Okazało się jednak, że życie potrafi zaskakiwać i tutaj, że nawet z doskonałego tematu, zrealizowanych wcześniej dwóch projektów, które rozlegle rozbudowały fabułę przygotowując grunt pod teoretycznie świetną jej kontynuację, można całkowicie rzecz spieprzyć! Oglądałem [REC]3 Genesis i chcę Cię ostrzec drogi czytelniku, abyś nie wkraczał na tą ścieżkę, co ja. 
   Przygotowując się do konsumowania trzeciej serii [REC] nie byłem gotowy na szok, który film ten mi zafundował. Spodziewałem się, iż otrzymam obraz na miarę dwóch pierwszych części, coś bardzo dobrego (i uważam, że moje oczekiwania były usprawiedliwione). Jak wspomniałem wyżej, wcześniejsze części [REC] były bardzo dobre, miały interesującą, choć nieskomplikowaną fabułę. Wreszcie zombie posiadły nieco inną genezę, a całość zrealizowana została a’la zagubione taśmy ekipy programu telewizyjnego. Byłem wówczas i jestem nadal przekonany, że od Blair Witch Project są to jedyne filmy, które tak wysoko trzymają poziom mistrza gatunku. Co więcej, pierwszy [REC] to jedyny film w moim życiu, który zmusił mnie do reakcji, której się po sobie nie spodziewałem. Otóż w filmie jest wiele elementów typowego screamera i to jeden z nich doprowadził mnie do wrzasku i zerwania się z kanapy. Mój drogi brat niekrycie lał ze mnie w drugim pokoju, uważam jednak, że przeżycie było tego warte. Wracając do tematu, chcę wyraźnie zaznaczyć, że posiadając taki zapas fabularny i takie pierwowzory, [REC]3 powinien był kontynuować znakomitą passę, mając do tego idealne warunki fabularne. Tak się jednak nie stało.

czwartek, 7 lutego 2013

Recenzja: "Pół na pół" szans na przeżycie

   Codziennie ludzie dowiadują się o tym, że chorują na nowotwór. Rak, to zazwyczaj diagnoza wstrząsająca chorym, oraz jego najbliższymi, przewracająca każdy następny dzień do góry nogami, podporządkowując czas pod terapię. Ponieważ to właśnie życie pisze najciekawsze scenariusze, już wielokrotnie miałem okazję oglądać bardzo dobre dramaty oparte na czyichś przeżyciach, w których główni bohaterzy mierzyli się z samym sobą i swoją niepewną przyszłością. Do jednych z najlepszych dołączyłem właśnie Pół na pół, reżyserii Jonathana Levine'a.
   50/50 nazwałbym nawet doskonale wyważoną mieszanką dramatu i komedii, gdzie oglądając, widz zdecydowanie wie, że ma do czynienia z przykrą i wzruszającą historią, ale ciężkość tego klimatu jest bardzo umiejętnie łagodzona przez dodanie wielu rozchmurzających nutek. Dzięki temu zabiegowi obraz pozbawiony jest patosu, a główni bohaterowie i ich życie nie przytłaczają.

czwartek, 27 września 2012

Jesteś Bogiem - wrażenia po seansie

   Kiedy ponad rok temu pisałem dla mmbydgoszcz.pl recenzję Sali samobójców Jana Komasy, byłem przekonany, że długo przyjdzie mi czekać na kolejny film na tak wysokim poziomie, przeznaczony dla szerokiego grona odbiorców. Nie przypuszczałem wówczas, że to, co mnie uszczęśliwi w tym temacie nastanie już po roku. Oto bowiem na ekrany kin wszedł - przez niektórych długo wyczekiwany - Jesteś Bogiem, biograficzny dramat społeczny reżyserii Leszka Dawida.

sobota, 17 marca 2012

Recenzja: Demony

   Spragniony mocnych wrażeń i godnego następny Egzorcysty od lat wyczekuję filmu, który gotów byłby mnie wystraszyć. Niechaj chociaż swoim klimatem sprawi, że włosy na moich rękach staną dęba, niech chociaż serce zacznie szybciej bić - tylko tyle bym chciał. Doczekałem się jedynie dwa razy: w 1999 roku na ekrany kin wyszły Stygmaty reżyserii  Ruperta Wainwrighta, oraz sześć lat później, kiedy pojawiły się Egzorcyzmy Emily Rose spod dyrekcji  Scotta Derricksona. Oczywiście zarównano jeden jak i drugi obraz, to inny rodzaj przekazu, jednakże obydwa dzieła warte są co najmniej dwóch godzin z naszego życia.

The Devil Inside (kadr z filmu)

Najczęściej czytane w ostatnim miesiącu