Ostatnio często czytane
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbiór myśli autora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbiór myśli autora. Pokaż wszystkie posty
środa, 12 października 2016
czwartek, 26 grudnia 2013
Przypadkowy post #4
![]() |
| I'm sexy and I know it |
Narzekania nadszedł czas! Właśnie tak! Bo nic mi ostatnio nie wychodzi... A jak nic człowiekowi nie wychodzi przez dłuższy czas, to gotów jeszcze wejść w rutynę z tym całym nic nie wychodzeniem. Oczywiście nie jest tak, że siedzę przed monitorem z podkrążonymi oczami, z tłustymi włosami i cieknącą z kącika ust śliną. Nie. Wyglądam nawet świetnie i właśnie się teraz do Ciebie uśmiecham - widzisz? Jestem zwyczajnie poirytowany i czuję się bezsilnie odnośnie pewnych tematów.
wtorek, 19 listopada 2013
Przypadkowy post #3
Jakiś czas temu miałem okazję znowu pobawić się w fotografa. Mam takich dobrych znajomych, którzy lubią (albo tylko udają, że lubią) czasami stanąć przed obiektywem. I póki co są najbardziej wdzięcznymi obiektami, które fotografowałem - wytrzymują moje amatorskie jęczenie o jeszcze jedno zdjęcie, bo wcześniejsze nie wyszło, jest z nimi wesoło i w ogóle zdjęcia z nimi wychodzą bardzo fajnie.
poniedziałek, 2 września 2013
Przypadkowy post #2
![]() |
| lubimyczytac.pl |
Nie tak do końca o niczym. Otóż mój ulubiony portal książkowy LubimyCzytać.pl utworzył bardzo oryginalny konkurs. Można pokrótce powiedzieć, że należy zatytułować swoje własne życie!
"Wyobraźcie sobie, że w jakiejś alternatywnej rzeczywistości to bohaterowie literaccy żyją prawdziwym życiem, a Wy jesteście tylko (lub aż) bohaterem powieści i to, co przeżywacie na co dzień to tylko fikcja literacka spisana na kartach książki. Jaki byłby tytuł "Waszej" powieści i jaki to by był gatunek?"
Świetna sprawa! Na szybko coś napisałem. Głównie dla zabawy, więc nie spodziewam się otrzymać nagrody, jaką jest książka Wrzechświaty (swoją drogą miałem ją kupić, więc i tak pewnie przeczytam). W swojej wizji mojej odpowiedzi na pytanie konkursowe przedstawiłem to, co w moim życiu się już zdarzyło, ale również to, co mogłoby się zdarzyć w przyszłości (Beata, jeśli to czytasz, to dziękuję za inspirację). Pomyślałem, że forma jaką wybiorę na zaprezentowanie swojego pomysłu to opis z okładki.
„Życie, nieodgadniona podróż przez czas”Gatunek: powieść obyczajowa, przygodowaBohaterem książki jest młody mężczyzna, którego poznacie u progu dorosłości. Przed nim staje właśnie z otwartymi ramionami jego przyszłe, jeszcze nieodgadnione życie. Z każdym zdaniem przybliżycie się do jego marzeń, pragnień, jego demonów i decyzji, od których zależeć będą kolejne rozdziały jego życia… i tej książki.Niesamowicie wykreowany przez autora świat uderzy was swoim pięknem i magią. Poznacie słowiańskie krajobrazy za czasów młodości bohatera. Odwiedzicie gęste, tętniące zielenią polskie lasy, posmakujecie szwajcarskich serów wśród alpejskich krajobrazów i francuskich win u skalistych wybrzeży zatoki biskajskiej. Zatańczycie u stóp krymskich klifów wśród nagich hipisów i poznacie tajemnice Karpat. Przeżyjecie miłość i jej utratę. Odbędziecie wraz z nim samotną i niesamowicie intymną pielgrzymkę Drogą Św. Jakuba.Nie odłożycie tej książki bez uronienia łez, na koniec bowiem staniecie wraz ze starym już bohaterem twarzą w twarz ze śmiercią, w okolicznościach przyniesionych przez nieugięty, pędzący czas przyszłego świata.„Życie, nieodgadniona podróż przez czas”, to pierwsza od wielu lat powieść Michaela Noonana, autora bestselerowych thrillerów z lat osiemdziesiątych, który po śmierci żony postanowił zrezygnować z pisarskiej kariery. Po latach ciszy mistrz powrócił z klasą!
Ha! Świetna zabawa! Ciekaw jestem ilu z moich czytelników będzie wiedziało, kim jest autor książki, której jestem głównym bohaterem? Jak to dziwnie brzmi - być bohaterem książki, być czymś wyimaginowanym. LubimyCzytać.pl powinno dostać niejedno piwo za tak pomysłowy konkurs.
Przy okazji przypomniało mi się, jak to kiedyś otrzymałem nagrodę za jakiś konkurs. Problem polegał na tym, że i tam napisałem na szybko, od niechcenia, dla przygody, i zupełnie o tym zapomniałem. Po pół roku w skrzynce pocztowej znalazłem nagrodę: książkę. Moje zdziwienie było olbrzymie, ponieważ nie miałem pojęcia o co chodzi. Właściwie do dzisiaj nie pamiętam za co dokładnie ta nagroda była, wiem jedynie, że wymyśliłem jakieś hasło, nic więcej. Cudowne są takie chwile zaskoczenia.
Tymczasem namawiam gorąco do wzięcia udziału w konkursie tutaj. Macie czas do 5 września.
czwartek, 20 czerwca 2013
Nieplanowana podróż na wschód
![]() |
| www.busemprzezswiat.pl |
Przy okazji ostatniego tekstu o wycieczce do Gdańska, napomknąłem, że niebawem ruszam na ciekawą wyprawę. Co więcej, będzie to nieplanowana wcześniej podróż. Otóż wybieram się za wschodnią granicę Polski, do Ukrainy i Rumunii, przez Węgry i Słowację.
Dokładnie 7 lipca 2013 dołączam do ekipy Busem Przez Świat i wyprawy East Trip lipiec 2013. Jak to się stało? Niedawno wróciłem z kolejnej rozmowy kwalifikacyjnej, na której jasno dano mi do zrozumienia, że nie zarobię w tej firmie takiej kwoty, jaką otrzymywałem do niedawna w poprzedniej pracy. Kiedy z uprzejmym uśmiechem wytłumaczyłem, że ze względu na kształt obecnego rynku pracy, oraz oferty szkoleń, o których mi prawiono wcześniej na tejże rozmowie, podejmę pracę również z niższym wynagrodzeniem, niż oczekiwane, mina pani z HR mówiła jasno: no tak my cię zatrudnimy, a ty i tak będziesz szukał pracy dalej i odejdziesz przy pierwszej lepszej okazji - nie będziemy ryzykować. Chwilowo moja optymistyczna osobowość schowała się za chmurami, a ja ponownie zapragnąłem rzucić wszystko i jechać w cholerę.
Niedługo później na FB, Busem Przez Świat ogłosiło, że lista osób na dwutygodniową wyprawę East Trip jest nadal otwarta. Była już późna godzina, kiedy przeczytałem tamten wpis, a mimo tego siedziałem kolejne dwie przed laptopem, wpatrując się w formularz zgłoszeniowy. Wreszcie podjąłem decyzję, bo skoro nie teraz, to kiedy? Poza tym, przecież rozmyślałem w pociągu powrotnym z Gdańska o tym, że będę korzystał z każdej okazji, aby zwiedzić kawałek świata.
Kiedy otrzymałem odpowiedź, mój świat zawirował! Do tej chwili trudno mi uwierzyć, że będę miał okazję pojechać busem, o którym czytałem książkę (polecam!), który pojawił się w wielu filmach z wypraw po zakątkach świata. Filmach, które z ślinotokiem oglądałem, moimi rozmarzonymi oczami, rozmyślając o tym, jakby to było, gdyby chociaż na chwilę w ten sposób zapomnieć o świecie i wszystkich zmartwieniach. Powoli dociera do mnie, że przez dwa tygodnie będę spędzał czas w stylu ekipy Busem Przez Świat, na dziko, obcując z naturą i kulturą ludzi żyjących w innych państwach.
Najprawdopodobniej będzie mi dane odwiedzić Lwów, Kijów, Krym, Kamieniec Podolski, Odessę i Transylwanię. Pierwszy raz w życiu wykąpię się w Morzu Czarnym i będę chodził po Karpatach. Mam też nadzieję zobaczyć wampira (ale nie takiego jak w Zmierzchu, a prawdziwego) i bawić się wyśmienicie. Wszystko to, podczas liczącej ponad sześć tysięcy kilometrów podróży w doborowym towarzystwie ludzi gotowych na przygodę.
Przeczytaj również relację z wystawy The Human Body!
Przeczytaj również relację z wystawy The Human Body!
czwartek, 16 maja 2013
Przypadkowy post #1
Jeżeli obserwujesz to, co pojawia na Przystani Snów, zapewne spostrzegłeś, że ostatnio regularnie, co czwartek publikuję coś nowego. Mam sporo czasu, który staram się jakoś spożytkować i chociaż wiem, że obok leży i czeka na mnie praca magisterska do napisania, to omijałem ją szerokim łukiem, szukając zabijających czas środków zastępczych. Jestem perfekcjonistą i bardzo lubię, kiedy to co robię jest na wysokim poziomie, a nie byłem w tak dobrej formie, aby pisać tak ważny dla mnie tekst. Patrząc na to wszystko jestem czasami wściekły na to, że mój świat układa się tak dziwnie. Kiedy miałem formę do pisania i tryskałem energią, brakowało mi czasu, którego dużo poświęcałem mojemu pracodawcy. Później było dużo stresu, przez który mało spałem i jeszcze więcej pracowałem, co mnie wykańczało. Kiedy wreszcie opanowałem kryzys i wyszedłem na prostą, wszystko runęło zaledwie jednego dnia i nagle po trzech miesiącach wytężonego procesu zamykania marketu pojawił się tak bardzo wyglądany czas. I co z tego, skoro przez ostatnie miesiące nie byłem w stanie niczego napisać? Czułem się, jakby mi ktoś założył blokadę na moją, bądź co bądź, dobrą umiejętność pisania. Swoją drogą, to niesamowite, jak okrutne w skutkach może być pojawienie się takiej psychicznej blokady.
| Nowe opowiadanko i słowna wizualizacja nocnej niemocy twórczej |
Przez miesiące nie byłem w stanie skonstruować dłuższych fragmentów wypowiedzi zarówno podczas pisania krótkich opowiadań, jak i pracy, co doprowadzało mnie momentami do furii. Ale jak to mam w zwyczaju, emocje zachowałem dla siebie i jedynie, kiedy ktoś pytał o to jak mi idzie pisanie magisterki miałem ochotę wyskoczyć z siebie i stanąć obok. Ostatnio, ku mojej uciesze, blokada zaczęła pękać. Małymi kroczkami rozpocząłem odbudowywanie wiary w samego siebie, przez blog. W międzyczasie uczestniczyłem w pisaniu powieści kolektywnej, oraz wykopałem notatki i materiały do magisterki. W kwietniu, po marcowej stagnacji wreszcie udało mi się przełamać barierę w pół, a przede mną – mam nadzieję – dużo pracy nad pracą, blogiem, oraz projektami pobocznymi.
Po mojej prawej stronie leżą materiały do pracy magisterskiej gotowe do działania, po mojej lewej stronie zeszyt A4, który już działa: kilka stron krótkiego opowiadania, które niebawem zostanie zakończone, a w głowie (wreszcie!) zamysł na kontynuowanie mojego najważniejszego projektu, jakim jest Wewnątrz. Po cichu liczę, że po drodze wychodzenia na prostą nie spotkam większej ilości przeszkód i kiedy ktoś mnie zapyta, co tam u mnie, będę mógł szczerze odpowiedzieć, że znowu wszystko jest po mojej myśli.
piątek, 12 kwietnia 2013
DKMS przesyła kartę
Znalazłem dzisiaj w skrzynce pocztowej list, na który czekałem od dłuższego czasu. W maju zeszłego roku postanowiłem się zapisać do bazy potencjalnych dawców szpiku kostnego. O tej decyzji możesz przeczytać TUTAJ. Było to przemyślane działanie poparte sporą ilością wiedzy nabytej trochę wcześniej i przy okazji przynoszące mi wówczas sporo pewnego rodzaju przyjemności. Niestety stało się coś dziwnego. Otóż będąc podekscytowany tym co robię, do koperty nie włożyłem jednego z formularzy - gapowaty ja.
niedziela, 27 stycznia 2013
Kiedy coś się kończy
Tym razem nie napiszę żadnego artykułu, żadnej recenzji, nic, co zasługiwałoby na szerszą uwagę. Wpis ten dedykowany jest najwspanialszym ludziom pod słońcem, z którymi miałem przyjemność pracować przez ostatnie lata.
Tak się składa, że co jakiś czas kończy się w naszym życiu coś ważnego, kiedy nagle przestajemy niemal codziennie widywać się z ludźmi, do których przywykliśmy. Bywa też tak, że z racji znalezienia wspólnych języków, oraz czasu koegzystowania, tworzy się dość specyficzna więź, pozwalająca po latach snuć pozytywne wspomnienia. Właśnie w tej chwili, w moim życiu nastał czas pożegnań. Powiedzieliśmy cześć firmie, w której pracowaliśmy i z dość dużym trudem do zobaczenia tym wszystkim, na których zaczęło nam zależeć.
wtorek, 26 czerwca 2012
Nowoprojektowo
Wziąłem się za siebie dzisiaj i postanowiłem coś napisać. To, że nie odzywałem się tutaj, nie oznacza, że zapomniałem o moim blogu. Po prostu zaangażowałem się w inny projekt, który mam nadzieję doprowadzić do końca, co by nie było się wstydzić po tym jak już o nim co nielicznym wspomniałem.
Już wcześniej zastanawiałem się o nad tym, aby napisać jakąś serię krótkich opowiadań, które będą się ze sobą ściśle wiązały fabułą. Obmyśliłem sobie podczas bezsennych nocy główny wątek i już miałem ochotę zacząć pisać, gdyby nie to, że zaczęła się sesja i mimo wszystko jakoś trzeba było się do tej ostatniej w życiu przygotować. W kilka chwil później wymyśliłem sobie, że skoro seria w mojej głowie już jest pokaźna, to może zamiast publikować ją na Przystani Snów, stworzę dedykowanego jej bloga. I tutaj żarówka nad moją głową rozświetliła się żółtą poświatą.
sobota, 26 maja 2012
Depresyjna końcówka maja
Starałem się zasnąć..., ale nie mogę, gdyż otaczają mnie myśli i rozważania, których nie potrafię przepędzić. Za chwilę napiszę pracę, pewnie się obronię i zamknę wreszcie jakiś etap w życiu. Ale co dalej? Nie wiem, czy ostatnio dokucza mi jakiś dół, czy może może faktycznie czarne chmury zbierają się nade mną, aby wreszcie zagrzmieć i spłukać ze mnie wszystko.
Od roku chcę się przeprowadzić, od roku szukam jakichś okazji, które w sumie nie przychodzą. Wszystko jest po za moim zasięgiem. Myślałem o kredycie, ale przeraża mnie to, że musiałbym go spłacać sam (o ile bym go w ogóle otrzymał), szczególnie, że w pracy nie mam wesoło. Wynajęcie mieszkania pochłania wręcz gigantyczne fundusze, a wynajęcie pokoju znowu mnie nie satysfakcjonuje. I tak oto jestem w kropce.
No właśnie, napisałem, że w pracy nie jest wesoło. Owszem, nie jest. Nigdy jeszcze nie byłem tak zestresowany pracą, jak obecnie i nie wiem jak długo to wszystko uda mi się dźwigać. Wkładać całego siebie, dość umiejętnie omijać przeszkody i naprawiać czyjeś błędy byłoby wspaniałym wyzwaniem - tylko praca bez motywacji staje się koszmarem. Za to niemal codziennie jakieś "ale", prawie zawsze zjeby za coś, co nie jest ode mnie zależne. Mimo tego, głowa zawsze do góry, uśmiech (prawie) zawsze na twarzy.
Niedawno cieszyłem się, że moja książka "do szuflady" jest już w całości wymyślona. Super! Problem tkwi w tym, że nie potrafię ruszyć dalej i pisać. Boże, czy ja faktycznie jestem obecnie w stanie napisać tylko stronę miesięcznie w porywach natchnienia...? Na końcu 51 strony, po zupełnie spieprzonym początku piątego rozdziału napisałem KURWA NIE MAM WENY... Jezu niech już wróci...
W tym roku wyjazd do Pragi znowu nie wypali, w sumie żaden większy wyjazd nie wypali, w sumie, to urlop mam we wrześniu - chociaż możliwe, że nie przedłużą mi umowy: tylko takiego podziękowania za wkład w pracę mogę się spodziewać po tym wszystkim, czego doświadczyłem. Może chociaż weekend w Berlinie u kuzyna mi się przytrafi, ale skoro nie udał się rok temu, to pewnie i w tym nie uda się skoordynować wolnego czasu po obu stronach granicy.
Pomyślałem, że lekarstwem na rozwiązanie chociaż części powodów depresyjnego humoru byłoby się zakochać. Miłość jednak jest mi daleka i wydaje mi się, że w tej kwestii już nigdy się nic nie zmieni. Nie mam pojęcia, co było powodem nieudanych znajomości... Muszę być chujowy w sercowych sprawach, ech...
Jakieś pocieszenie na koniec? Nie wpada mi nic do głowy. Jutro, jak się obudzę, umyję, wyjdę na rower, pojadę do Parku Przemysłowego i będę jeździł tak długo aż padnę na twarz. Może w ten sposób wypocę złe myśli!
środa, 16 maja 2012
Stałem się potencjalnym dawcą szpiku kostnego
Dwie ostatnie przyczyny zostały zwiane z powierzchni mojego umysłu całkiem niedawno, kiedy poświęciłem niecałą godzinę na poczytanie o problemie jakim jest białaczka, oraz o samym dawstwie. Iskrą zapalną był tutaj wykop.pl, na łamach którego pojawiło się AMA (Ask Me Anything), w którym człowiek, który miał okazję zostać dawcą odpowiadał na pytania czytelników Wykopu. Była to kopalnia wiedzy, dzięki której dowiedziałem się kilku ważnych rzeczy, o których napiszę poniżej, oraz taki przysłowiowy kopniak w moją chudą dupę, który zmotywował mnie do działania.
Moim, jak wielu innych problemem nr 1 był strach przed bólem. Nasłuchałem się kiedyś, że takie pobieranie szpiku niesamowicie boli. I owszem, zapewne tak jest, tylko, że podczas pobierania szpiku jesteśmy pod narkozą, a więc jedyne, co czujemy, to ból po zabiegu, który jest określany jako podobny do stłuczenia. Taki obrót spraw jest zdecydowanie in plus. O tym, o czym w ogóle nie wiedziałem, to fakt, że około 80% dawców wcale nie jest poddawanych hospitalizacji i nikt im szpiku kostnego nie pobiera z talerza kości biodrowej (nie jest to rdzeń kręgowy!). Otóż 80% dawców oddaje komórki macierzyste, które pobierane są z krwi obwodowej, a następnie w specjalnej maszynie odseparowywane. Sprawa wygląda podobnie jak podczas oddawania osocza u honorowych dawców krwi, tylko trwa dłużej i do aparatury podłączone są obydwie ręce.
Z nową wiedzą po raz kolejny sprawę przemyślałem i niecały tydzień później udałem się na stronę Fundacji DKMS, gotowy złożyć wniosek o zostanie potencjalnym dawcą szpiku. Wypisałem prosty formularz i zgodnie z zaleceniem grzecznie czekałem na przesyłkę rejestracyjną.
Dzisiaj listonosz wręczył mi kopertę od DKMS, w której znalazłem:
- formularze rejestracyjne,
- ulotki informacyjne,
- list, w którym proszą o przemyślaną decyzję,
- kopertę zwrotną,
- kody kreskowe do nalepienia na formularze,
- zestaw 2 pałeczek do zrobienia wymazu z wew. części policzka
Cały zestaw możesz zobaczyć poniżej, a ja jutro z samego rana idę na pocztę odesłać formularz zgłoszeniowy. Być może uda mi się uratować czyjeś życie :)
Kartę potencjalnego dawcy szpiku otrzymałem po pewnym czasie. Możesz przeczytać o tym TUTAJ.
piątek, 23 marca 2012
Po ciężkim dniu...
Jako, że jest bardzo prawdopodobne, iż niebawem zasilę rzeszę bezrobotnych w Polsce, pomyślałem, czy może warto by spróbować przelać wszystkie swoje siły fizyczne i psychiczne na pisanie, skoro dotychczasowy cel nie docenił zarówno ich obecności, jak i tej obecności skutków... I nie chodzi tutaj tylko o blog, moją książkę i opowiadania, ale również o pracę magisterską, której nawet nie zacząłem pisać. Oczywiście stan rzeczy, który obecnie tak gnębi moją świadomość, nie dając mi spać, gdyby się już dokonał bardzo ułatwiłby mi pozostałe obowiązki. Jest jednak druga strona medalu... Całe moje dotychczasowe życie zawodowe stałoby się przeszłością. Wszystkie sukcesy i jeden upadek przeszłyby do historii. Straciłbym możliwość działania z ludźmi wspaniałymi, oddanymi swoim celom i wierzącymi, że to co robią, to coś ważnego i dobrego. Może Cię to dziwić, że słowa te dotyczą marketu - prawdziwej maszynki do robienia pieniędzy - ale prawda jest taka, że tam na dole wygląda to bardziej jak rodzina, albo paczka dobrych znajomych, która pomaga sobie w ciężkich chwilach.
niedziela, 11 marca 2012
Przystań Snów - reaktywacja
Minęło 10 lat od kiedy po raz pierwszy pomyślałem, że mógłbym napisać cokolwiek sensownego. Niedługo po tym, pojawiła się Przystań Snów, mój pierwszy i jedyny działający blog. Pamiętam, jakby to było wczoraj: jego pierwsze kolory osadzone były w czerwieni wina, a na szczycie w czytelnika wpatrywało się czerwone oko osadzone w bladym, szarym oczodole. Tak sobie to wówczas wymyśliłem. Mniej więcej w połowie ponad trzyletniego istnienia, blog zmienił barwy na bardziej stonowane, mniej krwiste i krzyczące. Na czarnym podkładzie jawiły się niebieskie litery, odcieniem przypominające wieczorne niebo, a u szczytu stała piękna, rysowana, drewniana przystań.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Najczęściej czytane w ostatnim miesiącu
-
www.human-body.pl Jakiś czas temu dowiedziałem się, że gdzieś tam na świecie żyje ktoś, kto wymyślił sobie, że zmarłych ludzi przerobi ...
-
www.trnd.com Jeśli mnie znasz dobrze, to wiesz, że czasami lubię wplątać się w coś niestandardowego. Tym sposobem często udaje mi si...
-
Starałem się zasnąć..., ale nie mogę, gdyż otaczają mnie myśli i rozważania, których nie potrafię przepędzić. Za chwilę napiszę pracę, pewn...

.gif)

