piątek, 14 czerwca 2013

Wycieczka do Gdańska

   Przy okazji wyjazdu na gdańską wystawę The Human Body, o której możesz przeczytać TUTAJ, postanowiłem, że resztę dnia spędzę na zwiedzaniu Wolnego Miasta. W Gdańsku wcześniej byłem mając kilka lat i tak naprawdę nie pamiętałem prawie w ogóle jak wyglądał. Z tamtych czasów znacznie bardziej zapadły mi w pamięć Gdynia i Sopot. Dlatego, patrząc na ulice tego pięknego miasta, czułem się jakbym odwiedził je pierwszy raz w życiu.
   Będąc w domu wyznaczyłem sobie co ciekawsze punkty do odwiedzenia, ale – jako, że wyprawiłem się w tą wycieczkę sam – postanowiłem się nie spieszyć i Gdańsk zwiedzać tempem leniwca. Moje plany zostały szybko zweryfikowane i tak naprawdę zdążyłbym zobaczyć wszystko, co zaplanowałem, gdyby nie godziny otwarcia Ratusza, na który miałem jeszcze czas, a który niestety był już zamknięty. Mimo, że postanowienie niewykańczania się było silne, wieczorem prawie nie mogłem chodzić!
   Zanim się wykończyłem, chodziłem po starym mieście, które tętniło życiem Gdańszczan i turystów. Zauważyłem, że wśród ogromnej fali tych zagranicznych podróżników, przeważał język niemiecki, który dobiegał zewsząd. Gdańskie Stare Miasto różni się nieco od miast, które już odwiedziłem. Jego ścisłe centrum jest silnie rozciągnięte i nie skupia się w jednym miejscu. Rzesze turystów można zobaczyć na ulicy Długiej, Długim Targu, Długim Pobrzeżem, jak w i kilku wąskich uliczkach, w których zewnętrzne kawiarenki i jadłodajnie wprawiają w klimat dawnych lat.



   Wreszcie dotarłem do Bazyliki Mariackiej. Niestety przybiła mnie jej estetyka. Bazylika jest bardzo skromna, ściany są białe, ozdobione wiekowymi malowidłami w drewnianych ramach. Okna zdobią piękne, kolorowe witraże. Jednak budynek sam w sobie jest uderzająco zaniedbany, jak na obiekt tak sławny. Usiadłem w jednej z ław,  wdychając charakterystyczny zapach kościelnej atmosfery. Czułem, że daleko już nie zajdę.


   Przysłowiowym gwoździem do trumny dla moich nóg było spontaniczne wejście na wieżę Bazyliki Mariackiej w Gdańsku. Już wtedy odczuwałem lekki dyskomfort związany z moimi kolanami, ale ciekawość panoramy tego pięknego miasta była silniejsza. Co więcej, tak naprawdę nie wiedziałem na co się piszę, ponieważ nie zwróciłem uwagi z zewnątrz jak wysoka jest wieża. Okazało się, że bardzo wysoka. Wejście na jej szczyt było początkowo typowe dla wielkich kościołów: mała, bardzo ciasna, kręta klatka schodowa. Uwielbiam takie klimaty, więc wchodząc na górę, byłem w niebie! Wyżej, mała klatka schodowa przechodzi w ogromną ilość schodków prowadzących wzdłuż ścian wieży. Imponująca, szeroka dusza schodów zrobiła na mnie nie lada wrażenie. Dotarłszy na szczyt, moim oczom ukazał się cudowny widok Gdańska, którym zachwycałem się dłuższą chwilę.



   Zejście z wieży nie było już takie proste. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa kilkakrotnie, przez co musiałem przystawać na kilka sekund, a przede mną było jeszcze trochę zwiedzania. Wcześniej tego dnia odwiedziłem Gdański Żuraw Portowy. Bardzo charakterystyczna budowla, w której znajduje się przyjemne dla oka i wiedzy muzeum. Można powiedzieć, że każdy krok w jego murach opowiadał historię skrzypieniem drewnianych podłóg i ścian. W Żurawiu znajdziesz ciekawie zaaranżowane sceny z tego, jak niegdyś funkcjonowały porty, oraz autentyczne eksponaty prezentujące historyczne rzemiosło.


   Ostatnim punktem wycieczki, który udało mi się zrealizować, było odwiedzenie Muzeum Narodowego w Gdańsku. Muzeum okazało się być najdroższą częścią zwiedzania (nie wliczając The Human Body Exhibition), ale jednocześnie najbardziej ubogą. Niedowierzając, że to już koniec muzealnych zbiorów, zapytałem gdzie dalej iść, na co otrzymałem odpowiedź „to już wszystko”. Jako duży plus mogę jedynie wspomnieć o imponującej wystawie porcelany, wśród której znajdowały się takie smaczki jak figurki porcelanowe, zestawy obiadowe, naprawdę piękne misy, oraz fragmenty pieców.
   Po odwiedzeniu Gdańska przyszedł czas na powrót. Nie czując nóg, podreptałem na dworzec kolejowy i wróciłem do Bydgoszczy z poczuciem dobrze wypełnionego dnia. Nasunęła się też myśl o tym, że podróżowanie w małym gronie osób, czy też samemu posiada swoje plusy. Postanowiłem też, iż muszę więcej podróżować, oraz zabierać się na wycieczki z innymi ludźmi, jeśli tylko będzie taka okazja i ludzie ci będą mnie chcieli! Moje przemyślenia zaowocowały. Niebawem ruszam na ciekawą wyprawę, o której napiszę już za tydzień.







Przeczytaj również: Robić rzeczy, o których nie śmiało się marzyć - część 1

2 komentarze:

  1. Mam takie zdjęcie jak to Twoje ostatnie!! Tylko robione nie cyfrówką tylko starym aparatem na kliszę.... W albumie się kisi :) Ja byłam w Gdańsku 15 lat temu... Jak to zleciało. Też było pełno Niemców, ale i widoki podobne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że spodobało Ci się w moim mieście :P

    OdpowiedzUsuń

Najczęściej czytane w ostatnim miesiącu