czwartek, 7 lutego 2013

Recenzja: "Pół na pół" szans na przeżycie

   Codziennie ludzie dowiadują się o tym, że chorują na nowotwór. Rak, to zazwyczaj diagnoza wstrząsająca chorym, oraz jego najbliższymi, przewracająca każdy następny dzień do góry nogami, podporządkowując czas pod terapię. Ponieważ to właśnie życie pisze najciekawsze scenariusze, już wielokrotnie miałem okazję oglądać bardzo dobre dramaty oparte na czyichś przeżyciach, w których główni bohaterzy mierzyli się z samym sobą i swoją niepewną przyszłością. Do jednych z najlepszych dołączyłem właśnie Pół na pół, reżyserii Jonathana Levine'a.
   50/50 nazwałbym nawet doskonale wyważoną mieszanką dramatu i komedii, gdzie oglądając, widz zdecydowanie wie, że ma do czynienia z przykrą i wzruszającą historią, ale ciężkość tego klimatu jest bardzo umiejętnie łagodzona przez dodanie wielu rozchmurzających nutek. Dzięki temu zabiegowi obraz pozbawiony jest patosu, a główni bohaterowie i ich życie nie przytłaczają.
   Scenariusz napisany przez Willa Reisera opowiada o Adamie (Joseph Gordon-Levitt, znany również z filmów Incepcja, oraz 500 dni miłości), młodym mężczyźnie, który dowiaduje się o nowotworze budującym się na jego kręgosłupie. Jak się okazuje, szanse na przeżycie głównego bohatera wynoszą pół na pół. Tymczasem Adam prócz odnalezienia się w nowej sytuacji, musi wziąć na barki również powiadomienie o swojej chorobie rodzinę i najbliższych, w tym jego najlepszego kumpla Kyle'a (Seth Rogen, znany również z filmów 40-letni prawiczek, czy Zack i Miri kręcą porno). W życiu Adama pojawi się również wiele nowych twarzy: lekarze, panowie przyjmujący chemię, czy też terapeutka Katherine (Anna Kendrick, którą spotkać mogliśmy wcześniej w Sadze Zmierzch). Ten zlepek nowości w życiu głównego bohatera tworzy wciągającą fabułę, która wywoła w nim sporą plejadę uczuć.


   Na bardzo dobry odbiór filmu 50/50 składa się również gra aktorska. Spodziewałem się świetnej gry Gordona-Levitta (wszak jest on jednym z moich ulubionych aktorów), Rogen pozostawał tajemnicą, gdyż wcześniej widziałem go jedynie w komediach, natomiast po pani Kendrick nie spodziewałem się zbyt wielu. Adam zagrany został wyśmienicie, aktor, który otrzymał jego rolę wzbudza emocje i tworzy więź z widzem na tyle silną, aby ten mógł całkowicie oddać się fabule. Kyle w filmie pełni rolę łamania ciężkiego klimatu. Sprowadza humor i robi to wyśmienicie. Największym zaskoczeniem była rola zagrana przez Anne Kendrick - postać przez nią grana wzbudzała sympatię, a do jej gry aktorskiej nie można było mieć wielu zastrzeżeń.
   Film Pół na pół dzięki swojej konstrukcji skłania do refleksji. Podczas jego oglądania nasuwa się pytanie za pytaniem: Czy miałbym odwagę powiedzieć najbliższym, co mi dolega? Czy ja mam takich przyjaciół, z którymi mógłbym dzielić ostatnie chwile życia? Czy oni byliby w stanie mi pomagać i wspierać mnie psychicznie? Czy relacje z rodziną nie byłyby dla mnie za ciężkie do zniesienia? Taka tematyka rozważań potrafi przytłaczać samym rozmyślaniem o niej.
   Ogromnym atutem filmu jest świetnie do niego dopasowana muzyka. Ta przez większość filmu prezentuje się w formie delikatnych gitarowych brzmień, oraz wkomponowuje widza w panujący nastrój - raz radosny, zaraz bardziej przygnębiający.
   Na koniec pozostaje wołanie o pomstę do nieba, za to, że polscy dystrybutorzy nie wprowadzili Pół na pół do rodzimych kin. Cóż, pozostaje cieszyć się, że wyszła chociaż wersja DVD, do obejrzenia której serdecznie zachęcam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Najczęściej czytane w ostatnim miesiącu